Wiedziałam, że Indie się rozwijają w tempie ponad 8 procent rocznie. Od wczoraj obserwuję przeskok cywilizacyjny od średniowiecza do całkiem spoko nowoczesności. Może też mnie mniej razi ten syf, ale jednak. Drogi asfaltowe, jakiegoś dramatu z korkiem koło Delhi nie było. Mandawa była wiochą, gdzie nie było dróg i chodziło się po śmieciach, a jest całkiem normalnym azjatyckim miasteczkiem. Zabytki jak niszczały, tak niszczeją i się sypią, ale cudów nie oczekiwałam. Tak, stała na drodze krowa, w sumie byk. Nie było jednak przeskakiwania pomiędzy krowimi plackami. Z boczku fachowy wycementowany rynsztok. Tak, były magnesy: promocja 2 w cenie dolara! Tak, przylazł cinkciarz zawezwany do hotelu. To co mnie zdziwiło, to drastyczne zmniejszenie egzotyki. No dobrze, że zahaczam o ten Radżastan, bo Indie już nie są czwartym światem i coraz bardziej zaczynam wierzyć, że to jakaś potęga gospodarcza z przemysłem kosmicznym i własną doliną krzemową. Tak, są kable na zewnątrz, ale wygląda to póki c...
Wjeżdżamy do Parku Narodowego Amboseli, co po masajsku oznacza "trąbę powietrzną". Faktycznie po kilku kilometrach widzimy, że się kurzy. To nagrzana ziemia z powiewami zimna od Kilimandżaro tworzy takie małe zjawiskowe trąby. Stop! Dach Afryki wreszcie się pokazał! Gazele Thomsona (inaczej gazelopka sawannowa), słonie, zebry! Jedziemy! Kurzy się. Biała ziemia, nie czerwona jak w Tsavo. O! Gnu po lewej! Najbrzydsze? Ale jak?! Fajne są - wołają turyści. Impale na lewo! Naoglądaliśmy się zwierząt już od wczoraj. Cudownie, że tak wszystkich cieszy safari. Mijamy kolejne zebry, na prawo stadko gnu leniwie sie snuje po zielonej trawie. Tydzień temu przestało lać. Początek grudnia, wszystko zielone w Kenii. Czy to różowe na jeziorze to flamingi? Ooo! Ile ich tutaj! Nawet zebry po prawej przestały wywoływać emocje wobec tych różowych ptaków. Koło starej lodge stadko pawianów skubie w cieniu trawę. Mała wskakuje na mamę i zaciekawieniem nam się przygląda, po czym zeskakuje, by dosię...
Co sądzę o Goa? Jechałam tu z ciekawością, bez uprzedzeń. Słyszałam o wspaniałym wybrzeżu, 3.5h lotu z Dubaju, ale Indie i plaża to mi się nie spinało. Zatem jestem. Pierwsza obserwacja: plaża jest czyściuteńka. Spore fale, ale nie takie oceaniczne jak w Kenii czy Brazylii, albo z drugiej strony Indii w Mahabalipuram, tu jesteśmy nad Morzem Arabskim. Plaża lepsza niż na Bali. Nie żartuję. Jestem w Candolim . Piasek jest wyczesany. Bardzo zadbane wszystko pod turystów, choć dojście średnie. Na plaży ogromne budy i wypożyczalnie leżaków i parasoli. Inny świat. Sama miejscowość to centrum hotelowe i ciągnie się to aż za Bagę: bary, restauracje, dość gęsta zabudowa. Taka Kuta i Legian Street na Bali. Ten sam styl. Nawet znalazłam chodnik nie zastawiony samochodami i innym ustrojstwem. Jak to możliwe? Są kary za parkowanie i rzeczywiście chodzą po nim ludzie, a nie krowy. Dzisiaj zrobiłam godzinny obchód okolicy i nie znalazłam ani jednej krowy. Dopiero popołudniu kilka się zdarzyło na obrz...
Komentarze
Prześlij komentarz