Angkor nadal lewituje Od tygodnia jeżdżę po krajach objętych konfliktem granicznym: Tajlandii i Kambodży. Sytuacja nie obejmuje stref turystycznych, od 3 dni trwa eskalacja i ewakuacje, ale tylko na granicy. Obecnie Tajowie ewakuowali 138 tysięcy ludzi, ale i w Kambodży rozpoczęto czyszczenie granicy. Wczoraj jadąc z Siem Reap do Phonm Penh, około 300km na południe, widzieliśmy sporo wozów z dobytkiem i rodzinami na rejestracjach z północnych prowincji Kambodży. Jechały małe chińskie traktory, a na pace z prowizorycznym zadaszeniem z worków dzieci, kobiety, motory, worki ryżu, jakieś sprzęty. Tylko jeden mały konwój wojskowy jechał w przeciwną stronę, bo wojsko wzmocnione osobistą strażą przywódców kraju już tam jest od 2 miesięcy. W przyszłym roku w Kambodży rusza powszechny pobór do wojska na 2 letnie szkolenie męższczyzn w wieku 18 do 30 lat. Sporo ludzi z granicy ucieka do rodzin albo będą szukać schronienia w świątyniach, bo tam są duże zadaszone przestrzenie zdolne pomieścić ucho...
Wiedziałam, że Indie się rozwijają w tempie ponad 8 procent rocznie. Od wczoraj obserwuję przeskok cywilizacyjny od średniowiecza do całkiem spoko nowoczesności. Może też mnie mniej razi ten syf, ale jednak. Drogi asfaltowe, jakiegoś dramatu z korkiem koło Delhi nie było. Mandawa była wiochą, gdzie nie było dróg i chodziło się po śmieciach, a jest całkiem normalnym azjatyckim miasteczkiem. Zabytki jak niszczały, tak niszczeją i się sypią, ale cudów nie oczekiwałam. Tak, stała na drodze krowa, w sumie byk. Nie było jednak przeskakiwania pomiędzy krowimi plackami. Z boczku fachowy wycementowany rynsztok. Tak, były magnesy: promocja 2 w cenie dolara! Tak, przylazł cinkciarz zawezwany do hotelu. To co mnie zdziwiło, to drastyczne zmniejszenie egzotyki. No dobrze, że zahaczam o ten Radżastan, bo Indie już nie są czwartym światem i coraz bardziej zaczynam wierzyć, że to jakaś potęga gospodarcza z przemysłem kosmicznym i własną doliną krzemową. Tak, są kable na zewnątrz, ale wygląda to póki c...
Dzisiejszą noc spędziłam w flixbusie. O poranku dotarłam do Pragi i mając 2 godziny czasu w centrum, przeszłam się po zaspanym mieście. 7 rano, a Azjaci już robią zdjęcia. Zaspane rynki jeszcze w dekoracjach wielkanocnych, a miasto z wolna budzi się do życia. Przyjemna temperatura, słońce. Niby na Most Karola trafiłam, choć szłam od innej strony, ale jakoś tak dziwnie w tej Pradze. Kamieniczki poodnawiane, wszystko na bogato i z połyskiem. Nowe budynki w okolicy Mariotta: no inny świat. Jakby luksusowo. Czysto. Schludnie. Za kawę i kanapkę zapłaciłam 50 zł, więc dodam, że drogo. Niby Europa Środkowa, a drożej niż w starej euro-Unii. I to w jakimś barze, nie w eleganckiej restauracji! Miła taka przerwa w podróży, chyba zacznę uskuteczniać jazdę z przesiadkami. Można się rozprostować. O ile autobus nocny do Pragi był po świętach przepełniony, to ten do Augsburga już luźny. Zatem kolejne 6h i dotrę do celu. Koledzy po fachu naśmiewają się ze mnie, że ja taka ambitna, że mi się chce przygó...
Komentarze
Prześlij komentarz