Posty

Wyświetlam posty z etykietą rikitikipodrozniki

Indie: Soczysta jak Kerala

Obraz
Soczyście zielona Kerala przypomina Sri Lankę. Bardzo fajny wakacyjnie region. Niestety tylko skubnę tej egzotyki. Wszędzie palmy kokosowe. Potwierdza się, że to najbardziej rozwinięty region, najbardziej, z naszego punktu widzenia, ucywilizowany. Podobno to dzięki najwcześniejszym kontaktom z Portugalczykami. Nie bardzo mam czas, ale chętnie bym tu została dłużej. Popływałam 4h łodzią i miałabym ochotę na więcej. Statki-hotele są bardzo popularne w regionie. Do tego można się zatrzymać w sklepie i kupić swieżą rybę, krórą kucharz pokładowy przyrządzi. I to jest to. Wybrałam okazałego red snappera, czyli lucjana. Lekko pikantny, mniam. Do wyboru były też krewetki, kraby i inne ryby. Zapłaciłam 11 dolców, ale obsługa przecież musi też dostać dolę za przygotowanie.  Kochin, półtora miliona ludzi, stolica niewielkiego stanu, ale bardzo przyjemnego. Jak ktoś chce wypocząć w Indiach, pomedytować, to tutaj. Nade mną błękitne niebo, słońce, jest 9 rano, a już ciepło. Jak styczeń, to Cochi...

Indie: Efekciarski spektakl, w Europie by to nie przeszło

Obraz
Mudra. Centrum Kultury Thekkady zaprasza na show. Nie planowałam. Bilet za śmieszne pieniądze. Poszłam. Lokalne sztuki walki. Przychodzę kwadrans wcześniej. Nie ma nikogo. Gość mówi, przyjdź za 10 minut, czyli 5 minut przed rozpoczęciem. Wracam za chwilę. Siedzę na plastikowym krześle na numerze 16. Dobra liczba. Kiedyś tu liczono do 8, a 16 znaczylo 2 razy więcej, czyli jest dobrze. 5 minut po rozpoczęciu zbiegają się Indusi. Naliczyłam z 50 osób, ale kolejni dopiero  docierają. Gaszą światło. Zapalają świece. Sugestywna muzyka piekieł robi atmosferę. Wchodzą aktorzy. Mają wyćwiczony każdy gest, każdy ruch. Składają pokłon bóstwom. I robią coś na kształt rozgrzewki, czyli joga dla zaawansowanych. Jest na co popatrzeć. Lepiej niż przypuszczałam. Muza, ciemność i ogień robią robotę. Jak biorą do ręki tarcze i broń typu szabla robi się wręcz emocjonująco. No spotkać takiego wieczorem, to można w gacie narobić. Oni się leją. Myślałam, że będzie taki show light udawany dla turystów. Je...

Indie: Śiwa idzie nyny

Obraz
Kolejny dzień zdejmuję buty, by odwiedzić świątynię w Thanjavur, znaną turystom, bo to przecież monument UNESCO. Coraz mniej mnie przeraża chodzenie boso. Lekko pada, więc dziedzińce są mokre, zatem użycie skarpet jest bez sensu. Jest poranek, zatem Hindusi przychodzą po błgosławieństwo. Przy różnych ołtarzach odbywa się śpiewanie mantr, manewrowanie ogniem, dostaję kropkę. Wolę nie wiedzieć z czego te prochy. Taki codzienny popielec tu mają. Rytuał bardzo zbliżony. Modlitwa-kasa-kropka-ukłon dziękczynny, czasem także dosłownie ogrzanie dłoni przy żywym ogniu świecy zapalonej od ołtarza idola i dotknięcie nimi oczu i twarzy. Jak widać, wiele mamy z tej kultury w naszej obrzędowości. Zastanawiam się czy to nie czczenie idoli. W sumie to nie, bo dla nas to kropka z prochu, więc nie ma modlitwy do Śiwy, jest to więc raptem wyraz szcunku dla cudzej religii. Oczywiście ksiądz pewnie by ze mną podyskutował na ten temat. Zależy od naszej interpretacji. To raczej Hindusi mogliby się obrazić, ż...

Indie: Spełnione marzenie o Auroville

Obraz
Czy znacie to miejsce? Może z jakiegoś programu? Może z reportażu o Indiach? To miejsce dość niezwykłe, eksterytorialne jak Watykan na terenie Włoch. To enklawa komuny, wspólnoty, sekty, jak kto woli, która postanowiła żyć medytując, ale bez religii, w świecie pokoju, tolerancji i bez narodowości. Można się tu wprowadzić na rok, potem albo można zostać i kupić grunt, albo wyprowdzić. Trzeba umieć coś robić. Ja szyję, więc bym się nadawała. Auroville się rozwija, ukończono park, gdzie mieszkańcy wisoki się spotykają i medytują, mogą, nie muszą. Ćwiczą koncentrację. Jogę. Było ich 150, teraz ponad 3300. Coś dla idealistów mających dość przebodźcowanego świata. Są tu ludzie z różnych stron świata, często tacy, co już w życiu wiele osiągnęli i szukają zmiany. Mają tu butiki dla turystów, kafeterie, produkują pamiątki, ubrania. Są samowystarczalni. Opierają się na naukach filozofa Aurobindo Ghose dążącego do wykreaowania neutralnego miejsca do życia. Są enklawą kulturową, raczej mało mającą...

Indie: Żywe świątynie i szok kulturowy

Obraz
Pogoda mnie nie rozpieszcza. Leje. Pada. Pokapuje. Nie ważne. Odwiedzam takie miejsca, że nie ma to znaczenia. Zanużam się w lokalnej obrzędowości, a jest co obserwować. Najgorsze jest chodzenie boso. Świątynia to rozległe place i wchodzi się jakby w głąb labiryntu. Czysto nie jest. To Indie. Buty zostawia się gdzieś przed wejściem. Wnętrza pełne są pomniejszych ołtarzy, przy których bramini mówią mantry i przybijają na czoło znaczki: kropki, kreski, różne kolory. Pobożne mężatki rozcierają sobie kropkę na przedziałek. W środku zwykle jakaś część główna z najważniejszym idolem. Trochę się już znam, więc oglądam te święte rodziny: Śiwa, Parwati oraz 2 synów - Ganeśia i Murugi, ulubieniec regionu. Dalej 108 inkarnacji Ganeśi i jego 2 żony. To do niego się modlą o rozwiązanie spraw beznadziejnych, rodzinnych, ale też wzywają go na początku negocjacji. Świątynia to może być jedno pomieszczenie, ale może być też taka ruska babuszka: jedna świątynia zamknięta w kolejnej. Obrzędy obejmują bud...