Crociera: statek miłości.
Wydawałoby się, że już tyle rodzajów turystyki mam za sobą, a wcale nie. Właśnie wyruszyłam w rejs wycieczkowcem. Takim nie za dużym. Tylko 2800 ludzi i z 1000 załogi. Pierwsze wrażenie: chaos. Nic się nie zgadza. Klucze na drzwiach: tutaj je wyrabiają w porcie. Wypływam z Maghery, ale check-in robią na Tronchetto. Oczekiwanie na przyjęcie. Jak schodzę z kluczem w dłoni, jeszcze skanowanie bagażu. Jak już wszystko niby gra: autobusem albo łódką nas zawożą na statek, który stoi całkiem gdzieś indziej. Grupę porozrzucało po autobusach. Ja czekałam na koniec, część już pojechała. Efekt: rozeszli się po statku. Przy okazji nie do końca zrozumieli detale. I że spotkanie o 17h. Znalezienie ludzi na 12 piętrowym wycieczkowcu jest jak odkrycie gdzie jest basen zewnętrzny. Wszyscy płaczą, że go nie ma. Owszem, też początkowo pominęłam. I tak oto od 14h do 23h walczyłam z detalami. Kto ma jaki pakiet napoi i co jest w cenie. Czemu piwo bezalkoholowe nie liczy się jako soft drink? Czemu ten ma sz...