Włochy: Listopad w Syrakuzach
W Polsce właśnie spadł pierwszy śnieg. Dobrze trafiłam: wylatuję na tydzień na Sycylię, tym razem prywatnie. Cele: błękitne niebo, włoskie pasticcini i dolci na śniadanie prosto z piekarni, fantastyczne jedzenie. No i brak programu. Wreszcie mam czas wrócić do biegania: ostatnio mam spadek formy. Najpierw się przewróciłam i obiłam żebra tak, że oddychać było ciężko, potem tyranie z grupami, zmiana czasu, wreszcie Wietnam (ulewy i brak chodników), Oman (wczesne wyjazdy, kraj islamski, więc kobiecie trudno biegać a abaji, a ponadto wszyscy jeżdżą samochodami i śmierdzi spalinami). Zatem w końcu mam wakacje. Już na lotnisku było dziwnie. Żadnej kolejki do oddania bagażu, bo to Ryanair. Odprawa teraz tylko online, ale w sumie jak raz się poda dane do aplikacji, to 3 kliknięcia i gotowe (między 24h a 2h przed odlotem). 23 listopada: w samolocie ledwo 80 osób. 2h30 lotu i zza chmur wyłania się ośnieżona Etna. Widać ją też z lotniska w Katanii po wylądowaniu. Jest 16 stopni. W Polsce min...