Indie: Mahabalipuram, uroki świątyń

Są takie dni, kiedy wstajesz i wiesz, że to Twój dzień. Wyspałam się. Prawie 12h odsypiałam. Tamil Nadu siedzi dzisiaj pod chmurą, jest wietrznie, dość wilgotno, ale nie pada. Bujna egzotyczna roślinność w soczyście zielonych kolorach po wczorajszym deszczu, nie przykurzona, wygląda imponująco. Obsługa hotelu zmiata opadłe liście, ktoś wyławia je z basenu. 26 stopni, wreszcie ciepło. Po Radżastanie z temperaturami rzędu +13 do +18, nocami nawet koło 6, tu jest idealnie. 

No to czas na wycieczkę. Mahabalipuram, tutaj znane pod nazwą Mamallapuram, to znaczy Miasto Wielkiego Wojownika, bowiem tak brzmiał przydomek niejakiego Narasimhavarmana I z dynstii Pallawów

Dwa kroki od hotelu mam świątynię z skalnymi arcydziełami z VII wieku. Jest to miejsce pielgrzymkowe. Panowie cali w czerni to pielgrzymka męska. Są też pielgrzymki damskie i mieszane. Życie Hindusa to wieczna walka o lepsze kolejne wcielenie. Potrafią rzucić wszystko, ale jak jest pielgrzymka, to nic go nie powstrzyma. To walka o własną przyszlość.

Jakie są tu typy skalnych swiątyń? Ano są 3:

- wydrążone w litej skale dzięki ambicji ludzi walczących o lepszy byt w kolejnym wcieleniu

- naskalne ryciny, płaskorzeźby, zżerane niestety przez kwaśne deszcze, ale nadal czytelne

- takie z klocków lego odpowiednio poukładanych

Są tak cudowne, że aż się chce przyjechać do Indii. Coś fantastycznego. W powietrzu czuć historię. Zaznaczam, że Tamil Nadu to bardzo stara kultura, całkowicie odrębna od tej na północy. 

Świątynie w centrum zachwycają. Jest też taka wielka skała jakimś cudem nie staczająca się ze zbocza. Gigantyczna. 6m wysokości, 5m średnicy, podobno 250 ton. Kojarzę ten motyw z Birmy/Myanmy: Golden Rock – Kyaiktiyo Pagoda (Myanmar) waży około 611,5 ton (611 500 kg) – znacznie więcej niż Butter Ball. Dla porównania 7,6 m wysokości i około 15 m obwodu. Na jej szczycie stoi niewielka pagoda buddyjska.

Wróćmy do Indii. Co to jest, ta kulka? Otóż interpretują to jako kulkę masła, butter rock, rzuconego przez Krisznę. Nie wiadomo w jakim celu Angole* chcieli to zepsuć i użyli słoni, ale nie dali rady.

*Jestem celowo niepoprawna politycznie. Kraść z Taj Mahal klejnoty, jest tu jakiś logiczny sens. Ale po co niszczyć cud natury? Zatem Angole, prymitywy i gbury!! Niech ich zła karma najdzie w następnych wcieleniach!

Świątynia nad morzem jest otoczona bykami Nandi, zatem tu musiał być silny kult Śiwy. Jak w 2004 morze się cofnęło podczas tsunami, to w Mahabalipuram zginęło 10 osób, ale może przed śmiecią zobaczyły pozostałe swiątynie, dziś pod wodą. Dziś poziom morza jest wyższy niż dawniej. W Chennai ponad 100 osób zginęło wtedy. Był to szok dla świata, w Boże Narodzenie jeszcze! Choć dla tubylców nie ma to znaczenia.

Jak dobrze, że Indie są tak tanim krajem! Wybrałam się na wycieczkę tutukiem do Tiger Temple, jakieś 4 km od centrum Mahabalipuram. Pytają: dla ilu osób. No dla jednej. Serio? Patrzy na mnie gość z niedowierzaniem. Tutaj pakuje się do takiego sprzętu minumum 12 pielgrzymów. Z 600 wynegocjowałam 500 rupii, z godzinnym oczekiwaniem. Tak, wiem, okrutna jestem, bo czy 6 czy 5 eur, dla mnie nie ma znaczenia, ale nie dam się łupić za rasizm!! To, że jestem Biała, nie znaczy, ze muszę wszędzie przepłacać. Za taksówkę z lotniska, z 90 minut jazdy dałam 18 eur!! 40km a 4, sorry!  To dość daleko od centrum, więc lepiej się zabezpieczyć. Niech czeka. Google pokazuje, że trzeba pojechać 2 km dalej, żeby zawrócić na dwupasmówce, ale jest dziura wcześniej i naturalnie w nią skrecamy, po czym ostatnie kilkaset metrów jedziemy pod prąd. Czas płynie, a indyjskie standardy się nie zmieniają. Tego mi brakowało. 

Wstęp nie jest objęty zbiorczym biletem z centrum, więc kupuję nowy bilet za 300 rupii, dla tubylców ledwo 25. Niemniej 3 euro to uczciwa cena. W tutejszych skałach też wykuto imponujące świątynie. Fascynuje mnie geniusz ludzki. Moment, co bylo w Polsce w VII wieku? Aha, przed Chrztem bylo... Tu uwaga do grupy "Indie, nigdy więcej". Zobaczcie jakie tu cuda robili w tamtym czasie! 

Świątynia Śiwy wykuta w skale robi wrażenie, w środku za kratą uwięziony święty lingam, ale przed nią stoi kolejny, swobodny, dumnie sterczący ku niebiosom. Przed skałą-świątynią leży byk Nandi, świety byk, wahana Śiwy. Tuz obok moją uwagę przykłuwa jednak żywa współczesna świątynka wielkości mniejszej niż garaż, bo przed nią coś najwyraźniej usmolonego. Miejsce składania ofiar, autentyczny, używany ołtarz ofiarny. Wow. Pośrodku całego kompleksu wielka skała sterczy niczym fallus. Pod nim rodzina urządziła sobie piknik. Jak wczoraj widziałam na festiwalu tancerki, skaczące zmysłowo niczym apsary, pomyślałam o tym co wieczorami wyprawiają Hinduski. No ale dżemka pod fallusem? 

Bardzo fajne miejsce. Warte takiej wyprawy, ale dla koneserów. Na miejscu z 30min wystarczy. Zaliczyć warto. Nie polecam turystom, raczej podróżnikom ciekawym wszystkiego, nie odpuszczającym żadnej atrakcji.

Ah te Indie. Wreszcie przypominają Indonezję. Za 90 min idę na kolejny pokaz lokalnych tańców. Nie mogę sobie odpuścić takiej przyjemności. W końcu nie wiem kiedy znów tu trafię. Obstawiam marzec. 

Tiger Temple, piknik pod fallusem


Najwyraźniej ołtarz















 

WC, uwielbiam takie egzotyczne widoczki, o ile nie muszę korzystać😆😅😅



Pielgrzymka męska









To to, co myślicie, święty lingam




Współczesna świątynia






Kulka masła Kriszny





Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rajlandia: Już jadę. ฉันไปแล้วนะ

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Bali: Nusa Penida, szpak balijski, uwolnić ptaszka!!!