Rajlandia: Urodzinowa wycieczka z Phitsanulok do Chiang Mai

Uwielbiam wstawać o 5h30. Dzisiaj w nocy z 4x budziły mnie wiadomości z Polski. Inna strefa czasowa. Coś wisi w powietrzu. Po śniadaniu ruszamy na spotkanie z czczonym wizerunkiem Buddy w pobliskiej światyni. Spotykamy mnicha. Tony, mój przewodnik, zdejmuje buty na środku ulicy i przekazuje mu hojne dary Zakupione na stoisku obok. Potem się modli, bije pokłony, na koniec przelewa wodę z kubka do miseczki. Dokonało się. Wiem, że to nie przypadkowa ofiara. To prezent dla mnie. Chodzimy po kompleksie świątynnym. Oglądamy Buddę leżącego w trumnie. Wystają mu stopy. Bez stóp byłoby to tylko złote pudełko, a tak wiemy co to jest. Obserwujemy wiernych. Idziemy dalej. Nagle dostaję woreczek. Pytam co to? No ślimaki. Co? Do jedzenia?? Nie, żywe. Dzisiaj ważny dzień, więc z okazji moich urodzin Tony wypuszcza je do rzeki. No czuję jak zapasy dobrej karmy się nade mną kumulują. Dostaję też okrągły amulet z wizerunkiem Buddy. I biały sznureczek. 2 tygodnie temu nosiłam w Indiach Śiwa insurence, teraz mam ubezpieczenie buddyjskie. Jadę bez pasów autokarem, sprawdzę czy skuteczne:0 Ktoś stwierdza, że już był w Tajlandii, ale wycieczka była zwykła, ale ta przechodzi wszelkie standardy. Pokazałam moje zdjęcia z zeszłego roku jak sprzatałam z Tonym świątynię na jego dobrą karmę, robi to wrażenie. W przypływie karmicznym kupuję za 20 bath żywe kwiaty do autokaru. Mamy zielone światło, ale kierowca zajęty przypinaniem ich do lusterka. Nikt nie trąbi, to nie Indie. Kierowca się modli. Już wiem, że mnie lubi, bo szanuję jego tradycję. Słońce świeci. W moim kubku termicznym kawa. Piękne mam urodziny. O 5h45 dzwonił mąż: cudownie, nauczył się sprawdzać moją strefę czasową. Ciekawe kiedy mama przyjmie ten zwyczaj? Bo lubi zadzwonić o 3 rano. Moi turyści też obkupili się w amulety. Wszyscy promienieją szczęściem. Zwyczaj wypuszczania ptaszka z klatki na wolność znałam, ale ślimaki to dla mnie nowość. Zrobiło się egzotycznie. 


Moje kwiatki na przedniej szybie autokaru


Nowy amulet z Buddą


Tony oddaje rzece ślimaki


Właśnie te


Ślimacza wolność dla dobrej karmy






Jedziemy dalej. Zwiedzamy dawne świątynie. Tony wynajął rodzaj melexa, nazywa to tramwajem, ale to nie jeździ po szynach. Przemieszczamy się po strefie archeologicznej. Tu się kłaniamy królowi, który stworzył tajski alfabet: 44 spółgłoski + znaki samogłoskowe i tony jak w chińskim. Parę słów o Jego Wysokości. Nagle Tony z iskrzącymi oczami biegnie do staganiarki. Ona ma zestaw woreczków. W nich ryby, żółwie i inne wodne stworzenia marzące o wolności. Zapłacisz, wypuścisz, a wraz z nimi wszystkie swoje kłopoty, niech ten dobry uczynek wygoni niegodziwość z naszego życia. Są też mikroklatki z ptaszkami. 100 bath za oswobodzenie tych biednych istot. Tony płaci i uwalnia 2 maleństwa. Kto chce, też może zrobić dobry uczynek. Ptaszki szczęśliwie odlatują. I tu pojawiają się polskie wątpliwości: a ten co je złapał to zrobił zły uczynek? A czy jutro ptaszki znowu się nie złapią w podstępną sieć? A czy te żółwie się nie uduszą w tych workach? Ludzie, tu Tajlandia. Tu nikt nie żyje jutrem. Ważne jest tu i teraz. Na tym to polega. Nikt nie żyje tym co będzie jutro. Jeszcze kilka monumentów i jedziemy dalej. 

Tony wymyślił konkurs. Turyści mają mi posłać na whatsupa zdjęcia najlepszego punktu programu w Tajlandii. Wykręcam się obawiając się zalewu zdjęć i zżarcia moich gigabajtów na lokalnej karcie. Nazajutrz przychodzą 2. Na jednym świątynia. Na drugim... Tony. I tyle w temacie superstar Tajlandii. Poniżej konkursowe zdjęcie. Tony i ptaszki. 

Kanał tiktok Toniego: @tanapha99

Guide jai dee













Komentarze

  1. Cudownie się czyta te opowieści Podróżniczko 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Szczerze życzę wspaniałych podróży i zarazem dużo odpoczynku.😘😘😘

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Bali: Nusa Penida, szpak balijski, uwolnić ptaszka!!!

Rajlandia: Już jadę. ฉันไปแล้วนะ