Indie: Jaipur
5-milionowy Jaipur, stolica Radżastanu, czyli największego stanu Indii, większego od Polski najlepiej wygląda po zachodzie słońca. Ulice stają się przejezdne, a podświetlone budynki przyciągają turystów. Koło Pałacu Wiatrów tłumy, sprzedawcy balonów szukają klientów. W ciągu dnia wszyscy ciągle trąbią i jest tumult, za to noc łaskawie ukrywa to, co niewygodne i historyczne budynki są świetnie doświetlone, że na nic innego nie zwraca się już uwagi. Pierwsze miasto zaplanowane od podstaw. Obowiązkowy punkt programu. Ściągnął mnie do Indii kiedyś dokument o tutejszych rezusach: "Małpi gang", ale dzisiaj z nimi słabo. Ktoś je wypatrzył, ale zdecydowanie nie rzucają się w oczy. Dopiero niedaleko świątyni Gelta pojawiają się licznie. Wreszcie coś autentycznego. Małpy są wszędzie i nie są grzeczne. Wokoło błąkają się krowy. Czy każda ma właściciela? I tak, i nie. Jak przestaje dawać mleko, to właściciel ją puszcza wolno. Żal ich. Tak duże stworzenia w tym miejskim chaosie i ich odchody, to się robi wulgarne. Nikt nie mówił, że w Indiach coś jest proste. Akcja Clean India, chyba nie do końca działa.
O ile w niedzielę jedzie się do hotelu 30 minut, to już w poniedziałek 90. Miasto rozsadzają korki.
A zabytki? Oczyszczenie i pomalowanie to minimum, o jakiejś porządnej konserwacji nie mówiąc. Pałac Wiatrów to wyjątek i perełka. Jantar Mantar, czyli obserwatorium astronomiczne wymaga lekkiego retuszu, podobnie jak Pałac Miejski. Za to Fort Amer/Amber jest zachwycający, ale cały do oczyszczenia i uratowania. Pośród wzgórz, pięknie się komponuje z otoczeniem, poniżej jezioro z ogrodami na wodzie, na szczytach jak wąż muru chińskiego mamy kolejne umocnienia i baszty. Doskonałość pożerana przez czas. Początkowo z rana tonął we mgle, którą pokonało koło 10h30 słońce i nagle zobaczyliśmy całe okoliczności przyrody wokoło.
To popularne miejsce sesji zdjęciowych. Pary przychodzą w bogatych strojach z oświetleniowcem, makijażystką i szatnią do przebierania... bywa i kamerzysta. Dziewczyny w długich włosach obracają się, by uniosła się spódnica, wytrenowane pozy instagramowe powtarzają sie regularnie, ale zdjęcia wychodzą faktycznie świetne. Podejrzewam, że większość to pary skojarzone przez rodzinę. Mój przewodnik ma 34 lata, 7 lat temu brał ślub, a o tym kto zostanie żoną dowiedział się jak już mu zaplanowano datę wesela i ustalono, że horoskopowo pasują do siebie z żoną. Widocznie astrolog był świetny, bo mają syna i córkę.
Uciążliwi są sprzedawcy: oblepiają nas jak smog miasto i tak samo duszą. Uczę ludzi sztuki ignorancji, ale słabo mi idzie. A niech tam, dolar w tę czy w tę, bez znaczenia. Na targu jednak zostają pokonani i dają za wygraną. Namolność sprzedawców powoduje, że mając 40 minut, już po kwadransie wracają. Ile jednak radości można sobie sprawić za 5 dolców w Indiach!
Małpa na Pałacu Wiatrów





























































Komentarze
Prześlij komentarz