Rajlandia: Jaki tu pozorny spokój
Wkrótce 8 lutego 2569: jak widać na zdjęciu z gazety, szykują się wybory.
Mam kilka dni przerwy między grupami. Zostałam w Bangkoku. Odpocząć. Nicnierobienie jest wyzwaniem. Zmieniłam hotel z 4* na tańszą opcję. Odkryłam, że w sumie, to chciało mi się odespać, zrobić sobie masaż bez ciągłego spoglądania na zegarek, zjeść mango z ryżem kleistym, poczuć się turystą we własnym mieście. Bangkok to moje miasto, jedno z najbardziej ulubionych. Nie do zwiedzania, do mieszkania.
Wieczorem ulice są tu chaotycznie zapchane ludźmi i pojazdami. Jest hałas i azjatycki tłok. W tym tłumie się topię. Centra handlowe są przeciążone. Tak jak w ciągu dnia jest tam za dnia spokojnie, to po 18h robi się bardzo ciasno. Niektóre domy handlowe mają po 7 pięter z tym samym towarem, na każdym tłum. Na ulice wylegają sprzedawcy ulicznego jedzenia. Tajowie pożywiają się o każdej porze dnia, jak są głodni, to może być 6h, 11h, 15h, nie koniecznie 12h30-14h i 19h-21h. Tam, gdzie rano jest zapchane od wózków sprzedawców, wieczorem jest pusto. Na tym polega fenomen handlu obwoźnego, ale u nas jest wyznaczone targowisko miejskie, a tu całe miasto sprzedaje i kupuje. Tu bulgocze gorący olej i smażą się pączki, tam się rozkłada budka, stawiają stoliki, można zjeść dania z woka, ale wybór jest ogromny, jest ścisła specjalizacja. Jak u nas kiedyś był sklep z nabiałem, rzeźnik, piekarnia, rybny, tak tu obok pani od padthai mamy eksperta od naleśników z bananem, grill z rybami, stoisko z zupą, kiosk z obranymi owcami z chilli i solą lub cukrem, lodziarza. Dania mogą zrobić w wersji turystycznej, albo ostre. Kawa standardowo jest z skondensowanym słodkim mlekiem i na zimno, na lodzie, więc o ciepłą z krowim mlekiem 3.2 trzeba się upomnieć. Restauracje klimatyzowane życzą sobie ze 150-300 bath za zupę, na ulicy micha zupy zaczyna się od 50.
Uliczne mango sticky rice za 80 bath
Uliczna zupka z świnką na śniadanie: 60 bath, yummy
Kokosy małe za 25, duże za 40 bath
Obwoźny stragan
Wschód słońca nad Bangkokiem
Masaż, to się każdemu należy
Kupuję lokalną gazetę. Nie po angielsku. Po tajsku. I tłumaczę googlem. Takie ćwiczenia zajmują wiele czasu. Na pierwszej stronie wypadek w fabryce fajerwerków. Niestety to nie moja ulubiona gazeta, jest taka gdzie zawsze jest komiks: zdjęcia z krótkimi podpisami. Tam są lokalne festiwale, ofiarowania i błogosławieństwa. I opisy ważnych amuletów. Taki odjechany świat, który będąc tutaj pomijamy. On jest ukryty, dwa piętra pod naszym obrazem Tajlandii. My widzimy kable i skupiamy się na elektryfikacji Bangkoku, widzimy sprzedawców spodni w słonie, salony masażu, wymalowane, współcześnie ubrane kobiety, albo turystki w stroju królowej. Ja widzę żałobę po żonie Ramy IX, plakaty wyborcze i zmiany, które się szykują, może zmiana ustroju, może konstytucji. Partia w kolorze pomarańczowym jest postępowa i chce ograniczenia roli armii, a te granatowo-niebieskie plakaty, to zwolennicy króla, wojska i monarchii. Partii konserwatystów jest kilka.
Żałoba po królowej-matce
Poniżej słynne kable, które szokują turystów, a jeszcze bardziej oburza Tony to, że je fotografujemy. Chce napisać petycję do króla, żeby jakoś to uporządkowali...
Kogo popiera Tony? Biorąc pod uwagę, że wpłacił pieniądze na armię i nosi przypinkę z makiem, którą dostał za datek na wojsko, nie mam wątpliwości, że jest za zachowaniem status quo. Obawia się, że Tajowie porzucą tradycje na rzecz westernizacji i chyba słyszę tu echa świątynnych kazań. W końcu kler buddyjski ma tu ogromne wpływy. Co się wydarzy zobaczę już wkrótce. 8 lutego 2026: wybory.
Dziś (1 lutego 2026) w Tajlandii nie sprzedaje się alkoholu, ponieważ obowiązuje krajowy zakaz sprzedaży w związku z wyborami. Tajlandzka Komisja Wyborcza wprowadziła tzw. „dry law” — prawo suszy alkoholowej — które zabrania sprzedaży, dystrybucji i serwowania alkoholu podczas ważnych etapów wyborczych.
Zaostrzone zasady obowiązują od 18:00 31 stycznia do 18:00 1 lutego — to okres tzw. wcześniejszego głosowania (advance voting) przed głównymi wyborami parlamentarnymi. Zakaz obejmuje wszystkie sklepy, bary, restauracje i lokale rozrywkowe w całym kraju. Złamanie tego zakazu może skutkować grzywną do 10 000 bahtów, a nawet karą więzienia do 6 miesięcy. 7-8 lutego będzie podobnie. Miny ludzi w sklepach przy zamkniętych na kłódkę witrynkach i lodówkach: bezcenne.
Zakaz sprzedaży alkoholu w roku 69, bo mamy tu przecież 2569 rok ery buddyjskiej...
Moje okolice tonące w plakatach wyborczych



























Komentarze
Prześlij komentarz