Indie: Soczysta jak Kerala
Soczyście zielona Kerala przypomina Sri Lankę. Bardzo fajny wakacyjnie region. Niestety tylko skubnę tej egzotyki. Wszędzie palmy kokosowe. Potwierdza się, że to najbardziej rozwinięty region, najbardziej, z naszego punktu widzenia, ucywilizowany. Podobno to dzięki najwcześniejszym kontaktom z Portugalczykami. Nie bardzo mam czas, ale chętnie bym tu została dłużej. Popływałam 4h łodzią i miałabym ochotę na więcej. Statki-hotele są bardzo popularne w regionie. Do tego można się zatrzymać w sklepie i kupić swieżą rybę, krórą kucharz pokładowy przyrządzi. I to jest to. Wybrałam okazałego red snappera, czyli lucjana. Lekko pikantny, mniam. Do wyboru były też krewetki, kraby i inne ryby. Zapłaciłam 11 dolców, ale obsługa przecież musi też dostać dolę za przygotowanie.
Kochin, półtora miliona ludzi, stolica niewielkiego stanu, ale bardzo przyjemnego. Jak ktoś chce wypocząć w Indiach, pomedytować, to tutaj. Nade mną błękitne niebo, słońce, jest 9 rano, a już ciepło. Jak styczeń, to Cochin jest w sam raz. Tropiki. Kwitną bugenwille. Nie ma tego kurzu, jak na północy. Miasto portowe, otwarte na świat, Keralczycy są lepiej ubrani. Zarabiają mniej, ale szkoły są na lepszym poziomie, co powoduje migrację wewnętrzną na północ, niestety. W Kerali są nawet supermarkety, czego nie ma w innych stanach.
Odwiedzam zabytkowy kosciół św. Franciszka w Cochin. Był tu pierwszy. To europejskie dziedzictwo w Fort Cochin, ale wchodzi się na boso. Chociaż nie trzeba po błocie dziedzińców maszerować. Już okolo 1500 roku był tu budynek drewniany, w 1516 postawiono nowy, trwalszy, kamienny, kryty dachówką. Potem Holendrzy zmienili go w protestantcki. Od 1795 - brytyjski. Dziś to Kościół Południowych Indii, bez zwierzchnictwa Watykanu, zatem lokalny, inaczej Kosciół Chrześcijański Malabarski. Szukamy cenotafu Vasco da Gamy zmarłego w 1524. Grób dziś jest w Lizbonie, szczątki zabrano w 1538. Pełno wycieczek. Ostatnio tyle widziałam pod Taj Mahal. Cochińska turystyka ma się świetnie. Odwiedzam też tutejszą synagogę. Odkad istnieje państwo Izrael, już o Żyda nie-turystę tu ciężko. Wnętrze bardzo ciekawe, na podłodze płytki w niebieskie motywy. Z sufitu zwisają stare lampy. Dziś to już tylko pamiątka po dawnej historii miasta, otwartości Malabarczyków i bogacwa handlarzy z dawnych lat.
Na nabrzeżu odnajdziemy też sieci rybackie w wersji chińskiej. To wizytówka wybrzeża. Wokolo sklepiki, pamiątki, szale, etc. Jest też część z rybami z dzisiejszego połowu. Ja jednak nastawiam się na knajpkę koło synagogi: Mocha Art Cafe. Kurczak w sosie cytrynowym z chilli może nie brzmi jakoś, za to smakuje obłednie. Czysto, pod Europejczyków. Latte. Avocado lassi. I niczego więcej do szczęscia mi nie trzeba. Na przyprawach to się tu znają.
























Komentarze
Prześlij komentarz