Indie: Żywe świątynie i szok kulturowy
Pogoda mnie nie rozpieszcza. Leje. Pada. Pokapuje. Nie ważne. Odwiedzam takie miejsca, że nie ma to znaczenia. Zanużam się w lokalnej obrzędowości, a jest co obserwować. Najgorsze jest chodzenie boso. Świątynia to rozległe place i wchodzi się jakby w głąb labiryntu. Czysto nie jest. To Indie. Buty zostawia się gdzieś przed wejściem. Wnętrza pełne są pomniejszych ołtarzy, przy których bramini mówią mantry i przybijają na czoło znaczki: kropki, kreski, różne kolory. Pobożne mężatki rozcierają sobie kropkę na przedziałek. W środku zwykle jakaś część główna z najważniejszym idolem. Trochę się już znam, więc oglądam te święte rodziny: Śiwa, Parwati oraz 2 synów - Ganeśia i Murugi, ulubieniec regionu. Dalej 108 inkarnacji Ganeśi i jego 2 żony. To do niego się modlą o rozwiązanie spraw beznadziejnych, rodzinnych, ale też wzywają go na początku negocjacji. Świątynia to może być jedno pomieszczenie, ale może być też taka ruska babuszka: jedna świątynia zamknięta w kolejnej. Obrzędy obejmują budzenie bóstw, ich mycie, okadzanie, a wieczorem układanie do snu. Znaczy je się kropkami. Obleka w stroje. Składa się im kwiaty. I wznosi tysiące modlitw. Wszędzie pełno ludzi. To nie jest pusty kościół, gdzie można spotkać parę osób modlących się, to żywa wiara, element codzienności. Pójście na modlitwę jest tu bardziej naturnalne niż dla nas mycie zębów i ten obowiązek spełniany jest odruchowo, to dla nich jak oddychanie. Dzisiaj w Nataraja Temple w Ćidambaram, ogromnym kompleksie, posąg wahany Śiwy, Nandi, był oblewany wodą i mlekiem, okadzany, towarzyszyły temu mantry i ogień. Wyglądało to bardzo... starożytnie. Ile razy ja mówię o podlewaniu lingamów mlekiem. A tu się to dzieje. Dobrze mieć z sobą mokry ręczniczek w woreczku strunowym do mysia stóp. Chusteczkami powycierać się z błota jest ciężko. Dzisiaj 3x myłam stopy w kałuży... wiem, brzmi dość ekstremalnie. Czy można wejść w skarpetach? Do świątyń pozwalają, ale trzeba zapytać, do aśramów absolutnie boso. To symbol zostawienia świata codziennego poza światynią. To obraza uczuć religijnych dla Hindusa, ale turystom to uchodzi. Skarpet nie piorę, wyrzucam. Dzisiaj jednak lało, więc chodzenie w mokrych skarpetach mijało się z celem.
Indie to nie jest kraj dla każdego. Jak ktoś był 5x w Egipcie, 3 w Grecji, raz na Kanarach i raz w Tajlandii, to to nie jest moment na Indie. Już i tak jest dużo czyściej niż było te 10 lat temu. Premier Modi zmienia ten kraj, ale to naprawdę nie jest Szwajcaria. Indie to stan umysłu i coś w tym jest.




















Komentarze
Prześlij komentarz