Wietnam: Uroki Ninh Binh

Szczerze Ninh Binh mnie urzekło. To bardzo biedny region, więc rząd wietnamski stworzył tu nowe atrakcje turystyczne. Odwiedzamy stolicę Wietnamu z X wieku i dwie 600-letnie świątynie oraz starą pagodę Bich Dong oraz pływamy rzeką sampanami pośród zachwycających wapiennych skałek, ale atrakcje bardzo mi się podobają. 

Poznajemy historię starej stolicy sprzed 1000 lat, upamiętnioną 2 świątyniami zbudowanymi ku czci 2 pierwszych cesarzy. Palą się kadzidła. Ludzie się modlą, nie jest to tylko atrakcja turystyczna! 

Pagoda Bich Dong może nie jest najpiękniejsza, natomiast natura i otoczenie robią wrażenie. Staw z różowymi liliami wodnymi, symbol padołu i trudów życia na ziemi zaprasza nas do swiata sacrum. Powyżej pagoda w naturalnej jaskini: symbol granicy między światem ziemskim i pozaziemskim. Poprzez medytację można osiągnąć spokój, oderwać się od codzienności, skupić na swoim życiu wewnętrznym, unieść się wyżej. Trzeci poziom, gdzie prowadzą strome schody, jest jeszcze wyżej. Tam spotykamy świat boskości, świętości, tam czeka na nas piękny widok, unosimy się ponad to, co codzienne, niczym już nie trzeba się przejmować, jest bosko. Z dusznej jaskini nagle możemy swobodnie oddychać. Nie ma hałasu, jest nirwana. To nie tylko przyroda, to symbol.





Sampany okazują się metalowymi łodkami. Siadamy po 2 osoby, jeden za drugim. Startujemy. Rejs trwa ponad 90 minut, zależy od wprawy rąk i nóg sampaniarza: tak, potrafią przez półtorej godziny jak żaba machać wiosłami za pomocą nóg! Pracuje wiele kobiet. Płyniemy miedzy górami, pośród ryżowisk, kobiety układają do sesji zdjęciowej kwiaty lotosu na wodzie, ktoś chyba zamówił żywą inscenizację na wodzie, a może to jakieś zdjęcia do folderu. Łódek jest 800, raczej każdy pracownik robi nie więcej niż jeden kurs dziennie. Nie wiem jaka jest tam realna siła przerobowa, ale robienie żabki stopami przez 90 minut jest bardzo fizycznie wykańczające. Krajobraz, natura, przepływanie przez jaskinie, naprawdę, robi to wrażenie. Zdecydowanie polecam. 






Ninh Binh jest średnio turystyczne. Jest gdzie zjeść, ale to nie Sapa. Są ryżowiska, może nie tarasowe, ale w tle widać góry. Na polach trwają zbiory. Są krowy i bawoły, jest życie. Z przyjemnością tu wrócę. 










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rajlandia: Już jadę. ฉันไปแล้วนะ

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Bali: Nusa Penida, szpak balijski, uwolnić ptaszka!!!