Oman: Agata Romaniuk "Z miłości to współczuję"


W nocy wróciłam z Omanu i właśnie ogładam mglisto-pochmurne niebo za oknem. Czeka na mnie lektura książki, która zamówiłam jeszcze będąc pod błękitem nieba Allaha w 30 stopniach. 

Od paru dni oglądam arabskie seriale na Netflixie i wciągam się w tematykę mahru - posagu. 

Mąż musi zaoferować za żonę pieniądze, zapłaci jej też konkretną, ustaloną cenę za każde dziecko. To jest system motywacyjny prorozrodczy. 

Czy można poślubić kogobądź? Jak się rodzina zgodzi. Jak słaby kandydat, to żądają absurdalnej sumy posagu. Pani Agata Romaniuk w książce "Z miłości? To współczuję" pisze, że od 2010 roku można uzyskać sądową zgodę na małżeństwo, a w przypadku braku zgody, poprosić o wsparcie samego sułtana. 

Tu uważa się aranżowane małżeństwa za dobre rozwiązanie. No chyba, że jest się ubogim mężczyzną... Kobiety są tak wychowywane, że kandydat ma mieć stabilną sytuację, żeby utrzymać rodzinę. Tylko głupia wychodzi za mąż z miłości i bez kontraktu gwarantującego pieniądze za rozwód. A rozstania się zdarzają. Potem można zostać np. drugą żoną. Na to stać niewielu. No i budzi to nadal kontrowersje: pierwsza żona musi /powinna wyrazić zgodę. 

Czasem kontrakt przewiduje po ilu latach może pan sobie kolejną żonę ogarnąć. Natomiast takie zmiany to zawsze jest kontrowersja dla domowników. Czasem prócz drugiej żony do domu wprowadzają się też jej dzieci z poprzedniego związku, a to komplikuje relacje. No i zawsze są jakieś tarcia pomiędzy dwoma paniami, a trzeciej i czwartej żonie już nie wspomnę. 

Od 1978 roku Omańczyk może mieć żonę cudzoziemkę. Prawo nakazywało wcześniej specjalną zgodę, bo dochodziło do małżeństw z 12-letnimi dziećmi z Pakistanu, Indii czy Bangladeszu. Było to tańsze niż poślubienie Omanki, dochodziło też do nadużyć: co jakiś czas panowie wymieniali żony na nowsze. Dochodziło do 2-pokoleniowych różnic między żonami, co pewnie było dla wszystkich frustrujące... 

Związek w Omanie to połączenie rodzin: najważniejszy jest klan, plemię. Jak się chłopak rozpije, będzie skazany, zdradzi, to za kobietę i jej potomstwo bierze odpowiedzialność jego rodzina.

Żona w Omanie jak pracuje to zachowuje swoją pensję, a jak nie: mąż wypłaca jej pensję. To mąż musi utrzymać dom, dzieci i żony. Naprawdę aż tak źle mają? 

Zacytuję panią Romaniuk:

"Kobiety z tych wsiowych kabili, plemion, w środkowym Omanie do dziś się do pracy nie garną. Często wolą iść na drugą czy trzecią żonę, niż pracować. Ale też znają swoje prawa. Że każda żona tyle samo dziedziczy. To lepiej niż w Polsce kochanką". 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rajlandia: Już jadę. ฉันไปแล้วนะ

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Bali: Nusa Penida, szpak balijski, uwolnić ptaszka!!!