Oman: Zachód słońca



Czemu Oman? Bo mnie tu jeszcze nie było. Tylko 6h lotu. I ciepełko jesienią! 

Wylądowaliśmy o 15h czasu miejscowego (w Polsce 12h), ale zanim się doczłapaliśmy do hotelu, zrobiło się późno. W listopadzie słońce zachodzi około 17h30. 

Pierwsze co mnie zaskoczyło to cenzura: whatsup działa na pół gwizdka, wiadomość przejdzie, ale nie pogadasz. 

Nie da się też pobiegać z braku chodników: przy paliwie za 2.60 PLN wszyscy przemieszczają się samochodami z klimą. Jest jesień, więc temperatury rzędu tylko 29-35'C. Latem jest zdecydowanie bardziej gorąco. 

No i stroje: panie w długich spódnicach, chustach, ale Europejka nie musi zasłaniać włosów (prócz meczetu, ale wejść można tylko do 3 w całym kraju). No i kąpiele w miejscach publicznych: długi rękaw i spodenki... Dekolt: nie wypada. 

W planie było all inclusive, ale to skończyłoby się wycieczkami 1-dniowymi po wielkiej debacie za miliony, więc wybrałam objazdówkę. Niech będzie jakiś program. Za 2 dni śpimy na pustyni:)) Jeepy i kąpiele w czymś w rodzaju cenoty. Co prawda w golfie, ale dam radę! 

Nazajutrz śniadanie z specjałami kuchni arabskiej i hinduskiej. Obok greckiego gęstego jogurtu o konsystencji serka, pojawia się hummus i libańska pasta moutabal (z pieczonego lub grillowanego bakłażana, pasty sezamowej tahini, soku z cytryny, czosnku i oliwy z oliwek). Jest też pita. Są i zwykłe bagietki i inne rodzaje pieczywa. Poza kiełbaskami drobiowymi czy jajecznicą są też smażone ziemniaki w trójkątach a la chleb tostowy, no i naturalnie indyjska poha i chana masala. Obok płatków są też daktyle. Jest tu jakiś rys arabski w tym śniadaniu, nie da się ukryć. No to ruszamy dalej. Czas odkryć Oman.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rajlandia: Już jadę. ฉันไปแล้วนะ

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Bali: Nusa Penida, szpak balijski, uwolnić ptaszka!!!