Dania: Pohyggujmy w słońcu Kopenhagi
Prom dopłynął do Ystad. Wysiadamy. Tylko gdzie ta Skandynawia? Nic nie widać o 7 rano. Wszędzie mgła. Jak w reklamie na spotify: Poczuła powiew chłodu i pomyślała, że to już jesień, a to był tylko dział mrożonek, jesieniary zrobią wszystko, żeby poczuć ten klimat. No mniej więcej tak to leci;) Wjeżdżamy w tę mgłę, ale prognozy obiecują słońce. Czas pokonać most nad Sundem i zobaczyć duńską stolicę.
Tak, Kopenhaga to czasem też inna pogoda niż zimno, wiatr i ulewa. Zdecydowanie można się tu zakochać. Hygge - radość z codzienności. Skupienie się na chwili. Taki buddyzm po lokalnemu do mnie bardzo przemawia. Cenowo znośnie. Przelicznik: cena na pół = pln. 50 dkk = 25 pln. Obiad to około 200 dkk, czyli po warszawsku. Burger z 55 do 85 w wersji ubogiej. Za 130- 150 jakieś jedzenie można już znaleźć. Gotowe jedzenie w markecie w tylu pokebowl tak do 100 dkk.
Syrenka wygrzewa się w słońcu, symbol miasta oblepiają tłumy, a jest niedzielny poranek, co będzie jak dopłyną gigantyczne statki? Wiatr chłodnawy, ale jest ponad 23 stopnie, w słońcu upał. Czarne dachy pałacu lśnią. Blisko nowoczesnej opery, spalarnia śmieci, na której można jeździć na nartach!
Duńczycy wydają 3% PKB na badania nad mięsem bez zabijania zwierząt. U nas 1.5% na wszystkie badania... To robi wrażenie. To kraj ultranowoczesny.
Rowery są wszędzie, to święte krowy, samochód nas przepuści, ale kolarze mają pierwszeństwo. Jeżdżą w rowero-wózkach, czasem tata pedałuje, a mama, dziecko i pies siedzą w wózku. To budzi u nas zdziwienie, ale tu nie jest niczym zaskakującym. Dojazd do sklepu podawany jest w czasie jazdy rowerem, np. 3 minuty od dworca rowerem. Wszędzie są ścieżki rowerowe i deszcz, nie deszcz, każdy dojeżdża nie samochodem, ale właśnie rowerem. Rejestracje samochodów są białe - auta prywatne, żółte - służbowe i biało-żółte - służbowe, ale można z niego korzystać także prywatnie, max 2 osoby spoza firmy. Jak to sprawdzaja? Kluczem jest zaufanie. Duńczycy przestrzegają reguł. Pani kupowała bilet, mówi, że studencki, chce pokazać legitymację, a sprzedawczyni mówi, że jej wierzy i ufa, nie trzeba wyjmować! Taki kraj, taka kultura.
Brak firanek jest standardem, choć może wieszanie się na oknie i zaglądanie ludziom do talerza nie jest dobrym pomysłem.
Co tu zjeść?
Pyszne kanapki, szczególnie z rybami, duńczycy mają świetne pieczywo. W porze obiadowej jedzą na zimno. Często spotykamy budki z kiełbaskami. Polecane są sery. Śniadania są na bogato, nie taka bieda jak we Francji! Mają dobre słodycze i cukierki bazujące na marzepanie i takie ultracienkie płatki czekoladowe w formie minitabliczek czekolady, wielkości komórki, tylko cieńsze. Zaskakuje mnie mus z rabarbaru jako dodatek do dań. No i shoty z imbiru. Porto nie było, ale często towarzyszy śniadaniom, to znam z spotkań z klientami duńskimi. Generalnie jest nieźle, nie tak drogo, ale inaczej. Jest ten powiew skandynawski. Ciekawe ile dni pogoda wytrzyma. Tutaj nikt się nie przejmuje deszczem, on jest codziennością, nic dziwnego, że upalny dzień jest wyjątkiem i wszyscy się cieszą jak nie pada. Wyjściem jest gorąca herbatka w kubku i udanie się pod koc na... hyggowanie.
























Komentarze
Prześlij komentarz