Rajlandia: Urodzinowa wycieczka z Phitsanulok do Chiang Mai
Uwielbiam wstawać o 5h30. Dzisiaj w nocy z 4x budziły mnie wiadomości z Polski. Inna strefa czasowa. Coś wisi w powietrzu. Po śniadaniu ruszamy na spotkanie z czczonym wizerunkiem Buddy w pobliskiej światyni. Spotykamy mnicha. Tony, mój przewodnik, zdejmuje buty na środku ulicy i przekazuje mu hojne dary Zakupione na stoisku obok. Potem się modli, bije pokłony, na koniec przelewa wodę z kubka do miseczki. Dokonało się. Wiem, że to nie przypadkowa ofiara. To prezent dla mnie. Chodzimy po kompleksie świątynnym. Oglądamy Buddę leżącego w trumnie. Wystają mu stopy. Bez stóp byłoby to tylko złote pudełko, a tak wiemy co to jest. Obserwujemy wiernych. Idziemy dalej. Nagle dostaję woreczek. Pytam co to? No ślimaki. Co? Do jedzenia?? Nie, żywe. Dzisiaj ważny dzień, więc z okazji moich urodzin Tony wypuszcza je do rzeki. No czuję jak zapasy dobrej karmy się nade mną kumulują. Dostaję też okrągły amulet z wizerunkiem Buddy. I biały sznureczek. 2 tygodnie temu nosiłam w Indiach Śiwa insurence, te...