Crociera: Zakynthos
Poznajcie Fionę, dynamiczną przewodniczkę po wyspie Zakynthos. Wita nas pod autobusem nr 4 i z werwą zaczyna opowiadać o św. Dionizym, patronie wyspy, którego szczątki są tu szczególnie czczone. Odbywają się festyny i procesje, najważniejsze obchody są 24 sierpnia: szczątki Dionizego wyjmuje się z krypty i wierni mogą ucałować jego stopy. Każda z wysp ma swojego świętego, na Kefalonii to św. Gerasimos, a na Korfu - św. Spirydion. I tak oto ruszamy ze stolicy wyspy na północ, skąd udajemy się w 2.5h rejs. Przewodniczka mówi mi, żebyśmy sobie zajęli miejsca na górze i faktycznie są najlepsze. Oglądamy strome, białe ściany pokryte lasem, woda w kolorze intensywnego błękitu, marzenie podróżnika, nic tylko fotografować te cuda. Przypomina to klify na południu Korsyki albo w Normandii. Tylko kolor wody w słońcu bardziej intensywnie błękitny. Podobnie jak sklepienia białych jaskiń, które odbijają ten kolor, stąd nazwa Blue Cave.
Docieramy do Zatoki Wraku Panagiotis, ten statek przemytników rozbity w 1980 roku raczej zatoce szkodzi niż pomaga, no ale każdy chce obejrzeć najwspanialszą widokówkę z Zakynthos (sam statek zbudowano w 1937 roku). Gdyby dzisiaj zdarzył się wypadek, to wrak by szybko usunięto, bo szpeci to cudowne miejsce. Nie można się tam kąpać od 2022 roku (ryzyko osunięcia się skał), ale kilka zatoczek dalej mamy przerwę na pływanie dla śmiałków lubiących morsowanie. Tak, powietrze ma 28 stopni, ale woda jest rześka. Nawet bardzo. Opowiadanie, że wrak się rozpada i wycieczka nic nie warta, "bo ktoś mi powiedział" jest bzdurą roku! Ja, która jestem stosunkowo mało rejsowa, zachwyciłam się tą wycieczką. Organizacja Costa na medal. A to było trudne do zgrania: łódka typu tender do brzegu, z 10 minut się płynie, potem autokar, następnie stateczki i powrót. Nie uważam, żeby to bylo słabe. Już dużo widziałam, mnie Zakynthos, na którym byłam na tygodniowym urlopie i wrażenia nie zrobił, teraz urzekł. Na koniec zostałam na 2 godziny w stolicy wyspy i poszłam do katedry. Samo miasto dość przeciętne, jak to w Grecji. Nowoczesna zabudowa, połowa domów bez tynku, śmieci, dziury pomiędzy kamienicami. Owszem jest sporo barów, restauracji, jakieś sklepy z pamiątkami, ale nic specjalnego. Gdybym tu przypłynęła tylko zobaczyć portowe miasteczko, bez zatoki wraku, to szkoda tych 3 eur za zejście ze statku. Dla kogoś kto tu przyjedzie na wypoczynek i nie ma jedzenia, bo jest na kwaterze: fajne. Dla żądnych historii... niekoniecznie.






















Komentarze
Prześlij komentarz