Crociera: Skazana na przerobienie wszystkich sytuacji awaryjnych
Hejka, zaliczyłam 3 dzień na statku. Mając 50 osób mam okazję przerobić pół przewodnika sytuacji awaryjnych.
Zaczęło się od prostej sprawy: aplikacja Costa jest co prawda po polsku, ale działa tylko na statku i nie ma wersji polskiej menu. Zatem co rano tłumaczę je na polski. Z moich rozrywek to także przekazywanie ludziom, którzy wiedzą z aplikacji gdzie jest zbiórka na wycieczki, o której i gdzie mają przyjść (trzeba być kwadrans wcześniej!), no i jak zarezerwować tender boat (to tylko na Zakynthos), czyli nie dopływamy do portu, tylko nas wiozą łodeczką. Nie żartje: mają po polsku w aplikacji godziny kiedy należy wrócić na statek i sprawdzają czy ja może mam inne, przy czym piszą z tej aplikacji, więc widzą te informacje...
Kolejnym wyzwaniem jest komunikacja: w aplikacji jest chat, ale od południa nie działa. Jak mam jutro wysłać ludziom menu? Mają whatsup, ale na statku większość jest offline, bo mamy bardzo drogi internet: ok 180 eur za rejs. Ja mam z urzędu, ale nie każdy ma sponsora.
W pierwszym dniu pani zginął dowód osobisty i karta do pokoju plus karta kredytowa. Znalazło się to na podłodze w pokoju nazajutrz. Obstawiłam, że tak będzie. Dzisiaj kolejna osoba zgłosiła zniknięcie dokumentów i karty, z sejfu. Po powrocie wszystko się znalazło w tym sejfie. Pani jednak twierdzi, że tego tam nie było, że kartę ktoś na pewno zeskanował. Raportu nie będzie: nic nie zginęło. Ani pieniądze, ani rzeczy, bo się wszystko znalazło. I nie wiadomo kto ma rację. Czy od początku była pod dywanikiem wewnątrz sejfu czy ktoś tam grzebał. Statek zarzeka się, że nie da się otworzyć sejfu od tak i zamknąć tym samym kodem. No i nie zniknęła gotówka.
Z pozytywnych spraw: jedzenie jest bardzo wysokiej jakości. Poza posiłkami są przekąski: minipizze, ciasta, ciasteczka, słodkości, kanapki.
Widoki za oknem zapierają dech. Chyba to jest najmocniejsza strona rejsu. Kajuta z oknem: obowiązkowa, w to warto zainwestować. Dzisiaj rano jadłam śniadanie na 9 piętrze z widokówkami z Korfu za oknem. Ta wyspa nie jest aż tak piękna, ale ze statku wyglądała zjawiskowo. Błekit nieba, górki, soczysta zieleń i ten żywy lazur morza. Tak zapamietam ten rejs.
Procedury schodzenia na ląd w portach, poza dniem wsiadania, są bardzo uproszczone. Skanują bagaże i idzie to płynnie. Odwiedzane miejsca są do ogarnięcia, dzisiaj centrum Korfu w 30 min pieszo od statku. Są też transferowe autobusy za 15 eur, ale da się spokojnie dojść. W Bari też blisko centrum.
Wiele osób korzysta głównie z infrastruktury statku, basenów, barów, miejsc rozrywki. Ja odkryłam genialną siłownię z widokami na 9 piętrze. A teraz siedzę w teatrze. Dotychczas pomijałam rozrywkę, bo po kolacji padałam. Dzisiaj jednak mam wielką ochotę na atrakcje. Przed północą będziemy w terenie bez świateł, w najodleglejszych zakątkach Morza Jońskiego i około 23h będziemy podziwiać... ciemność i gwiazdy. Brzmi dobrze.
Dzisiaj też zajrzałam na bezcłówkę, jest parę fajnych sklepów. Jeszcze nie zaliczyłam spa.
Za to irytuje mnie, że na włoskim statku jak chcesz kawy, to musisz za nią zapłacić. Za zwykłą kawę do śniadania z ekspresu się płaci! Nie chodzi o te 3 euro, ale to irytujące.
Wszystko płacimy kartą do pokoju pod którą podpinamy swoją kartę albo wpłacamy w maszynie minimum 250 eur. To wygodne. Czy pakiet napojów za 2000 czy 3000 zł na tydzień to dobry pomysł? Chyba ciężko tyle wypić ja aperol kosztuje tu 8.20 z napiwkiem w cenie. To z pewnością nie na moje możliwości, ale pewnie dla części osób to główna atrakcja.
Czy polecam? Jeszcze się nie zakochałam, ale zaliczenie kilku rejsów wycieczkowcem na pewno wkrótce mi się przydarzy.









Komentarze
Prześlij komentarz