Włochy: Skrzypce Paganiniego
Dzisiejsze święto Wyzwolenia Włoch spędzam w Genui. To właśnie to miasto w 1945 roku odzyskali partyzanci. Mam sporo wolnego czasu na muzea i tak oto trafiam na wyjątkowe skrzypce Paganiniego, które tak kochał i które podarował rodzinnemu miastu. My mamy 1 Maja, Włosi 25 kwietnia. Obeszłam miasto, wypiłam przy okazji z 2 kawy, zjadłam lasagne z genueńskim pesto i zrobiłam 20000 kroków. Po drodze wgryzłam się w temat Paganiniego, co go przedstawili niczym diabła, bo miał taki talent, że szeptano, iż pomaga mu sam pan piekieł. Biedne dziecko zamknięte w pokoiku musiało ćwiczyć już w wieku 3 lat po 10-12 godzin dziennie. Ojciec liczył na zysk, zatrudniał najlepszych nauczycieli, a dzieciak ćwiczył do bólu. Miał wzloty i upadki, te ostatnie głównie przez kobiety, ale jego palce, długie i giętkie potrafiły tak grać, że wątpiono w jego naturalny talent i podejrzewano wsparcie sił pozaziemskich, a dokładniej piekielnych. Genua to rodzinne miasto mistrza. Dzięki Fabrizii, mojej przewodniczce odkrywam jego zakamarki. Najbardziej mnie fascynuje jak ona potrafiła ominąć te zaułki pełne pań nienajcięższych obyczajów, o które co chwilę się potykam, o wyrzeźbionych skalpelem tyłkach nienaturalnych rozmiarów w spódniczkach do połowy siedzenia. Tak, zdecydowanie Genua to miasto portowe, miasto bardzo autentyczne, dość tanie i rozległe. Upchać 570 tysięcy ludzi między góry i morze to trudne zadanie. Nie pamiętam kiedy ostatnio tu byłam, ale Fabrizia ma mój numer w telefonie, więc kiedyś musiałam tu już być. Obiad w rozsądnej cenie dostaniemy. Jest też gdzie spacerować. Jak nie muzea, to Akwarium czy punkty widokowe powinny nam zająć sporo czasu. Dla mnie jest to świeży powiew, niczym morska bryza, bo rzadko tu bywam, ale coś czuję, że wrócę tu wkrótce. To będzie liguryjski sezon...

































Komentarze
Prześlij komentarz