Kenia: Nocne odwiedziny zebr
Siedzę już w łóżku i analizuję sobie jakie to ptaki mogą mnie zagiąć jutro w parku Nakuru. Pewnie będzie tego pełno. Przydałoby się coś pouczyć. Wchodzę pod moskitierę w moim luksusowym namiocie o gigantycznym rozmiarze apartamentu. I nagle coś mi trupta koło pokoju. Trup trup, hop hop, chrup chrup. Wyglądam... o ja... ZEBRA!! Żywa, prawdziwa, pasie się przed moim domkiem. Zwiała. Wracam ubrać buty, jestem w piżamie, wychodzę na taras. I nagle je widzę. Są 3. Mama z dzieckiem i jakaś większa, może podrośnięte dziecko, może ciotka. Wracam się po latarkę, bo każdy przecież nosi w torbie latarkę. Jedna przeszła moją scieżkę do domku, druga schodzi, a trzecia stoi i się gapi. A że mam piżamę w biało-czarne paski, to może mnie uznała za rodzinę. Żart. Patrzymy na siebie w emocjach z 10 minut. Robię jej zdjęcia. Serce mi bije. Boję się podejść. Pytałam przewodnika: słoń i bawół zaatakuje, a zebra ucieknie. Ta jest zaintrygowana. Gapi się. Strzyże uszami. W końcu dołącza do kolejnych dwóch chrupiących zielsko. Wyglądam przez jedną dziurę w krzakach, potem drugą. W tle świecą się oczy sporej antylopy. Mała stoi z mamą. Szkoda, że nie wiem kto gdzie śpi. Ale zaraz, dwie dziewczyny robiły sobie zdjęcia na tarasie obok. Wołam je. Zebry nas ignorują, a my krecimy filmy, ja świecę latarką, więc dobrze widać. Niesamowita noc. Po półtorej godziny w towarzystwie zebr na 5m wracam pod moskitierę spać. Za 5 godzin wstaję. Nie wiem czy ktos mi uwierzy w zebry. Guźce, pawiany, jasne, ale zebry miedzy domkami??












Komentarze
Prześlij komentarz