Kenia: Nad rzeką Mara, spotkania z lwami
Z okazji urodzin serdeczne życzenia dla Aśki Ś. z Łodzi!! Obyś za rok znalazła się tu ze mną, bo planuję wrócić! Cała sawanna śle pozdrowienia i czeka na Twój przylot do Kenii.
***
Poranek w Masai Mara. Wstałam o 5, żeby zobaczyć czy hipopotamy wróciły już do rzeki po nocnym żerowaniu. Jest chłodno, więc stoją na wpół wynurzone, ale są i spacerujące po brzegu. Nad lodge wznosi się balon. 450 dolarów i latasz godzinę nad parkiem. Ryczą słonie, widać lwy, emocje, szampan, dyplomy. To trzeba przeżyć.
O 7h startujemy jeepami. Nie jest zimno, choć to 1500m npm. Sporo kopi, nad rzeką biega stado wielkich pawianów, sa i zebry. W oddali 5 żyraf, 2 chyba planują powiekszyć rodzinę. Łagodnie się o siebie ocierają. Drogę przcina nam wielka hiena. Znalazła krzak i kładzie się w cieniu. Potem znajdziemy jej 2 szczeniaki. W pobliżu sporo zebr i żyrafy z młodymi. Bliźniaki? Raczej nie, faktycznie z tyłu jest druga mama. Młode obgryzają akacje. Żyrafa ma dosłownie wielkie serce, 11kg. Bije 170 raz na minute, nasze 60-100. Biega 50km/h, a może i szybciej. A jak długo? - pyta grupa. Aż ucieknie drapieżnikowi, chyba że ją złapie. Zwykle chodzi w tempie 6 km/h inochodem, dostojnie, prawe nogi, lewe, na zmianę. Trafił się sektetarz, najwyższy ptak drapieżny (130cm): szuka węży, na nogach ma łuski chroniące przed ukąszeniami. I tak 30 km dziennie. W poprzednim parku nie wyszło mi zdjecie, więc cieszy mnie, że się udało. Koło drugi guziec z 6 maluchami. Może urodzić 2 do 8. Ładnie je widać w słońcu na sawannie Masai Mara. O! Bąkojady, czarne z czerwonym dziobem na zebrach. Brakowało mi do kolekcji. Zmierzamy do rzeki granicznej z Tanzanią, rzeki Mara, gdzie w tysiące gnu urodzonych w lutym w Serengeti (nawet 400000 w jednym roczniku) będzie przedzierać się ku kenijskim sawannom. Ku uciesze krokodyli, sępów, marabutów, hien, kojotow czy innych gepardów, lwów czy lampartów. W zeszłym roku, 30 kwietnia 2024 rzeki w rezerwatach wylały, tyle deszczu spadło. Zalało namioty lodge, gdzie mieszkamy. Wody było ponad 2m, a mieszkamy parę metrów powyżej rzeki! Robi wrażenie. 90 turystów grzeba było ratować helikopterami. Drogi zostały rozmyte. W migracji bierze udział też z 200000 zebr. I wiele innych antylop. W sumie 1.5 mln zwierząt przemierzy między 750 a 1500 km w roku między dqoma krajami.
Zrobiło sie skwarnie. Zwierzęta chowają się w krzakach. Trochę sie najeździliśmy, żeby zobaczyć 5 tłustych lwów. Nie bardzo chcą pozować. Lew poluje codziennie, te mające haremy czekają aż obiad ugotują żony. Dostajemy cynk o lwie i zapychamy na poszukiwanie. Ojej, to prawdziwy sfinks. Tylko patrzy w drugą stronę. Grupę zżerają emocje. Gadają. Lew zaczyna pozować. Jest na 3m. Zachwyt. Niestety hałas go zirytował, wcale mu się nie dziwię. Wstał. Ojej! Super, super, ale film. I wtedy lew załatwił się. W aucie zachwyt. Dostojnie odmaszerował. Położył sie na chwilę w pobliskiej kępce trawy i krzaków. Za chwilę przewodnik wypatrzył drugiego. Postaliśmy, lew już znacznie dalej się wyłożył i na jego szczęście nie bylo już co uwieczniać.
Dojechaliśmy do granicy nad rzekę Mara. To tutaj odbywa się spektakl migracji. Podobno w sezonie nad rzeką jest aż 300 samochodów. I dużo Chińczyków. Porobiliśmy zdjęcia. Jeden koczkodan ma ucięty ogon: wszedł do kuchni miejscowym i chcieli go nastraszyć, a obcięli mu nożem ogon. Żal nam go, ale faktycznie wścibski jest i pcha się do sklepiku z książkami i prezentami. Wracamy. Mijamy jeszcze strusie, tony antylop, ogromne stado bawołów. Pod kwaterą dziwna scena: jeden hipopotam i to ogromny, biegnie. Zebry patrzą na to dziwne zjawisko. Najwyraźniej został wyrzucony z paczki i wygnany. Zebry mają świetny wzrok, wszystkie przerwały skubanie trawy i gapią się na biegnącego hipka. Jest 13h. Nad naszą rzeką też hipopotamy wyszły z wody i leżą sporą gromadą na brzegu. Wszystko idzie dobrze. Lwów dostatek. Zostało nam popołudniowe safari w Masai Mara i jutro mamy 6-7h jazdy do Nairobi. Lot do Mombasy i wylot do zimy. Oj...






































Komentarze
Prześlij komentarz