Holandia: Och... ach...

Nie ma lepszego czasu na przyjazd do Holandii niż kwiecień. Już nie tak zimno, a wszystko kwitnie. To nie jest kraj dla alergików. Pola w żywych kolorach zachwycają hiacyntami, tulipanami, narcyzami. Ogrody Keukenhof przyciagają tłumy: nawet 1.5 miliona ludzi rocznie, a działają tylko 2 miesiące w roku!! 

Wiem, że tłoczno, wiem, że rześko (dzisiaj 11 do 13 stopni), ale jak słonko wyjrzy zza chmury i oświetli te żywe kolory tulipanów, to jest wow. Ktoś podszedł mi powiedzieć, że pierwszy kwadrans był tak oszołomiony tymi kaskadami kwiatów, że nie wiedział co robić. 3 godziny na spacery są w sam raz. Kolejna godzina by zmęczyła większość grupy, było optymalnie.

Jednak był to dopiero początek przygody! Pojechaliśmy do Zaanse Schans i tu dopiero się zrobiło holendersko. Wiatraki! Chodaki! Cebulki tulipanów! I te domki takie zachwycające, malowane, do tego mnóstwo mniej lub bardziej dzikiego ptactwa wodnego. Tylko te tłumy! I tak miejsce wspaniałe, bajkowe! Tak sobie wyobrażamy Niderlandy! Zadbane, perfekcyjne ogródeczki, wszystko cudownie dopracowane. Maciupkie budyneczki mieszkalne jak klocki z starej pocztówki. I ludzie tam żyją! 

Na koniec Breda i polskie ślady generała Stanisława Maczka: memoriał, grób, cmentarz wojskowy, niemiecki czołg zwany polskim i ten słynny pomnik, gdzie polski orzeł walczy z orłem niemieckim. I ten drugi przegrywa. Najbardziej polskie miasto Holandii. 

Poniżej nieco fotografii z dzisiaj. A post o Maczku tutaj:

Post o generale Maczku i Bredzie























Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kambodża: Spokojnie, w południe już będziemy poza krajem

Indie: Gdzie się podziała egzotyka tamtych dni??

Kenia: Kwenda! Jedź! Amboseli czeka!