Rajlandia: Niespodziewane weselicho
Północ Tajlandii oferuje różnorodne uroki. Począwszy od kultowych świątyń okolic Chiang Rai jak Biała Świątynia stworzona przez współczesnego wizjonera i artystę, Chalermchai Kositpipat, czy Niebieska Świątynia Tańczącego Tygrysa, dzieło jego ucznia, Phuttha Kabkaew. Obie robią ogromne wrażenie, ich aspekt wizualny jest tak odmienny od tradycji, że nie sposób się napatrzeć. Biel to symbol czystości Buddy, a kolor niebieski symbolizuje nieskończoność nieba, oceanu, duszy. Gdzieś niedawno czytałam, że bogowie w hinduiźmie są koloru niebieskiego, bo są bezkresni. Północ to także rzeka Kok oddzielająca Tajlandię od Myanmy oraz Mekong, umożliwiający wycieczkę do Laosu, gdzie turyści odkrywają nowo wybudowane chińskie miasto. Nic takiego, ale jednak z mapy-zdrapki można kolejne państwo odhaczyć. Wiem, złośliwa jestem. Północ to też tradycyjne masaże, nieco inne niż w Bangkoku czy Krabi, albo Hua Hin czy Pattaya. No i plemiona. Niestety tradycje zaciera współczesność i choć wioskę za...