Wietnam: Ćińciapre!
Podobno coś tam się dzieje w Dubaju, na szczęście zupełnie przypadkiem mam fajne zajęcie. Nie cierpię na bezrobocie. Bawię w Wietnamie. Dzisiaj rano mój przewodnik przywitał się chyba po polsku: "Ćińciapre", w ogóle nie skojarzyłam, że to po polsku. Cóż tu porabiam? No w sumie wszystko. Na bieganie niestety nie mam czasu. Od świtu do nocy jazda, robota, samolot, statek, jak nie prom, to sampany. Taka karma, cóż poradzić. Nie wnikajcie jak się tutaj znalazłam. Nie szukam pracy, nie muszę. Przyjechałam na jakieś 4 tygodnie, może wyjdzie z 5. Moje programy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Tu Kambodża, tam północny Wietnam, tu znowu Sajgon. Jestem wszędzie. Stąd pewnie ta czapka-aureola. Nie wiem gdzie wyląduję za tydzień. Kwiecień sprzedany, maj też. Od 1 stycznia nie byłam w domu. Cały świat zwariował, dzisiaj pisał mi Ketut z Indonezji, że anulowali wycieczki i cierpi na bezrobocie. Im gorzej, tym u mnie więcej pracy. Ho Chi Minh mi najwyraźniej sprzyja. Parę zdjęć z komuni...